Rok
3000. Świat zalany wodą. Wszędzie ruiny. Śmierć czuć dookoła. Jedynie kilka
tysięcy ludzi z różnych stron świata zdołała się ukryć i żyje teraz na terenie
trzech obszarów: Pustkowia, Wodospadu i Lasu Rozdroży. W każdym z nich panują
inne zasady i prawa. Ten, kto chce przeżyć, musi zawsze się do nich stosować.
Jest też miejsce najbardziej oddalone od trzech zamieszkanych. To wąwóz
rozpaczy. Właśnie tam zsyła się wygnańców. Każda próba ucieczki stamtąd jest jak wydany samemu sobie wyrok śmierci.
ROZDZIAŁ I
Obudził
mnie krzyk dochodzący z zewnątrz. Przeraziłam się. A co jeśli to wojownicy
wkroczyli na teren pustkowia, by znów porwać dzieci do wojska? Przecież one nie
dałyby sobie rady na obszarze Wąwozu. Szybko zerwałam się z łóżka, żeby sprawdzić,
co było przyczyną tego krzyknięcia. Kiedy wyszłam z pokoju, o dziwo byłam
jedyną osobą na nogach. A może zwyczajnie to mi się przyśniło? Chciałam wrócić
do łóżka , jednak krzyk się powtórzył.
Nie zostałam temu obojętna. Szybko włożyłam buty i wyszłam na zewnątrz. Nie
zauważałam nic specjalnego, ale wrzask usłyszałam jeszcze kilkakrotnie.
Starałam się wyczuć, skąd on dokładnie dochodzi. Po chwili myślenia udało mi
się stwierdzić, że dobiega on z zachodniej części rynku pustkowia. Pobiegłam w
tamtą stronę, gdyż byłam ciekawa, a zarazem przerażona, co wydaję tę wrzaski.
Nagle zauważyłam moja najlepszą przyjaciółkę, Sierrę. Byłam ciekawa, co tu
robi. Podeszłam do niej, ale wtedy zaczęła jeszcze głośniej krzyczeć. Musiałam
to jakoś znieść. Zaciągnęłam ją do jej domu. Kiedy w końcu się uspokoiła, była
trzecia nad ranem. Powolnym krokiem wróciłam do mojego domku, ale zanim
zdążyłam zasnąć, zaczęło wschodzić słońce. W takich warunkach nie uśniesz! No
nic, musiałam iść do szkoły, więc zwlekłam się z łózka, a następnie poszłam
wsiąść prysznic. Na pustkowiu ludzie nie mają ciepłej wody, więc musiałam
zadowolić się letnią. Bo krótkim i rozbudzającym prysznicu ubrałam się w
sukienkę do kolan. Była biała, jak każdej dziewczyny w szkole. Nasze mundurki
nie było bardzo oryginalne. Po drodze do szkoły spotkałam Sierrę. Jak ci się spało?- Spytała niewinnym
głosem. Cisnęło mi się na język, żeby odpowiedzieć jej, ze świetnie, tylko nie
spałam przez nią prawie całą noc, ale powstrzymałam się, i odpowiedziałam
spokojnie, że świetnie. Pełna nerwów poszłam do szkoły razem z moją
przyjaciółką.
Godzina
13:40. Koniec lekcji. Teoretycznie wolność. Wracam z Sierrą do domu. Na
rozwidleniu dróg żegnamy się, i każda odchodzi w swoją stronę. Jeszcze tylko
lekcje, i mogę zacząć się opiekować bratem. Świetnie, co nie?
Lekcje
zrobione, brata nie ma. Więc co robić? Monotonność zaczyna się już nudzić mi i nie tylko. Muszę po raz setny
sięgnąć po tą samą książkę. Na pustkowiu nie mamy ich wielu, a że ja ubóstwiam
czytać, to wszystkie mam. Tą, którą mam ochotę zawsze czytać, jest książka o
wszystkich 4 miejscach świata.: Las jest moim ulubionym. Ludzie wydają się być
tam tacy szczęśliwi. Nie to co w tej dziurze. Wodospad też nie wydaje się zły.
Wszystko lepsze niż Wąwóz rozpaczy. Niestety, musiałam przerwać lekturę,
ponieważ brat wrócił ze szkoły.
-Pora wyjść na dwór – powiedziałam dziecinnym
głosem do młodszego brat, który siedział na łóżku, i bawił się żołnierzykami
- Ale jest za gorąco…
-Co ty gadasz?! Jest środek wiosny! W sam raz
pogoda! Czemu nie chcesz wyjść?
- Bo Ivan
dziś mówił w szkole, że żołnierze mają przyjść, i znów zabrać dzieci do wojska,
a ja nie chce tam iść!
- to ivan jest durniem. Nikt po ciebie nie
przyjdzie… Nie bój się. Choć się pobawić, i nie przejmuj się Ivanem-
powiedziałam z entuzjazmem w głosie, chociaż wcale nie miałam pewności.
Żołnierze zawsze mogli przyjść i kogoś zabrać do wąwozu, do wojska. Nie
chciałam jednak, żeby Brian zaprzątał tym sobie głowę. On miał dopiero 8 lat.
Patrzenie na wszystkie te dzieciaki biegające po
placu było rozkoszne. Nasz plac nie był jakiś mega wielki. Dwie huśtawki,
zjeżdżalnia i małe drabinki. Nie było nam potrzebne nic więcej. Po godzinie
pewnie padła bym z nudów, gdyby nie Sierra. Patrzenie na to, jak dzieci
biegają, robi się nudne, jeśli się to przedawkuje. Z przyjaciółką mogłam gadać
godzinami. Nie ważne na jaki temat, nie ważne gdzie. Kiedy miałam problem,
potrafiła mi doradzić . Brakowało jej jednej cechy: samozaparcia. Kiedy ja coś
chciałam, zrobiłabym wszystko, żeby to osiągnąć, A Sierra wolała ustąpić.
Próbowałam jej tłumaczyć, ze tak do niczego w życiu nie dojdzie. Jednak jej nic
się nie dało wbić do głowy. Cóż za ironia: Nie umie postawić na swoim, a jednak
nie słucha, co mam jej do powiedzenia na jej temat. Ale tak czy siak, byłą dla
mnie jak siostra. Zanim się zorientowałyśmy, byłą już 20:30. Briana nie było na
placu. Gdzie ten szczyl znów polazł!? Zaczęłam latać po całym placu jak opętaną,
szukając go wszędzie. Nigdzie go nie było. Rzuciłam się pędem do domu, żeby
powiedzieć o tym incydencie mamie. Kiedy weszłam, zboczyłam mojego brata,
leżącego sobie w łóżku. Miałam ochotę go wtedy zabić, za to, jakiego starach mi
napędził, i nie zrobiłam tego, ponieważ nasza mama siedziała w pokoju obok.
Trzecia w
nocy, brak krzyków, dobry znak. Nie mogłam zasnąć przez wczorajsze wydarzenia.
Siedziałam z latarką pod kołdrą, która nie dawała żadnego efektu zmniejszenia
widoczności światłą, i czytałam o wodospadzie. O mój boże, jak bym chciała tam
mieszkać! Wszyscy tak pięknie poubierani, tak weseli. I te piękne krajobrazy!
Aż zapierało mi dech w piersiach. Kiedy słyszałam jakieś kroki, od razu
musiałam gasić latarkę, i udawać , że śpię. Była godzina policyjna., a
świecenie po całym domu, było złamaniem jej. Za to był jeden punkt. Za
dwadzieścia, zsyłali cię do wąwozy, na wygnanie. Niby tylko jeden punkt, ale
wole nie ryzykować. Przez ciągłe zgaszanie i zapalanie latarki, nie mogłam się
skupić na pięknem tego magicznego miejsca. Powoli odczuwałam zmęczenie, więc
odłożyłam lekturę, i odpłynęłam do błogiej krainy snów.
- Mercedes, wstawaj! – Usłyszałam krzyki mojego
brata, który biegł w moja stronę – Już wpół do ósmej!
- CO???- Wrzasnęłam na cały dom, i szybko zerwałam
się z łóżka. Czemu ten mały szczyl tak późno mnie obudził.? Przez niego się
spóźnię do szkoły! Szybko się ogarnęłam. Prze drzwi wrzasnęłam do Braina, że go
dopadnę. Musiałam biec do budy i czesać się jednocześnie. Chyba nigdy nie
biegłam tak szybko! Kiedy usłyszałam dzwonek, byłam 50 metrów od zakładu
karnego, który nazywają szkołą. Przyśpieszyłam jeszcze bardziej, i dotarłam
przed klasę w ciągu 20 sekund. Pędem poprawiłam mundurek, i stałam tak, dopóki
nie usłyszałam nazwiska Hawk. Wtedy wparowałam do klasy, i wrzasnęłam –Jestem!-
No co? Efektowne wyjście musi być. Usiadłam do ławki, zadowolona, ze zdążyłam
na czas.
-No dobrze- zaczęła nauczycielka- To teraz proszę
wszystkich o oddanie mi swoich eseji. No jasne, wiedziałam, ze czegoś zapomniałam.
Musiałam szybko wymyśleć jakieś usprawiedliwienie.
-Pani Smith. Niestety, ale nie mam mojego eseju-
Powiedziałam najszybciej jak mogłam.
- A czemóż to?
- Ponieważ brat mi go porwał, i zrobił z niego masę
na jakąś figurkę..
- Mercedes, tego już za wiele. Wpadasz do klasy jak
obłąkana, i jeszcze nie masz swojej pracy domowej. Musze porozmawiać z twoją
matką.
- Proszę, nie.
- Przykro mi, ale nie mam wyjścia. Po lekcjach masz
zostać, a ja w między czasie zadzwonię do twojej matki.
To mi popsuło nastrój. Matka bywa surowa, jeśli
zbieram złe oceny. A wszystko przez tego gówniarza! Czemu to ja mam być karana,
za to, co on robi? Nienawidzę być tą starszą.
Koniec
lekcji. Musze czekać, aż mama skończy prace, żeby mogła przyjechać na rozmowę o
mnie. Nie potrzebnie zawracają jej głowę. Tak czy siak ma wystarczająco dużo
zmartwień. Po śmierci ojca nie jest jej lekko. Źle się czuje z tym, ze prze ze
mnie cierpi. Kiedy tak rozmyślałam usłyszałam stukot obcasów, a zza zakrętu
korytarza wyłoniła się moja mama. Widać było nerwy na jej twarzy. Rzuciła na
mnie gniewne spojrzenie, i wparowała do biura dyrektorki. Co chwila słyszałam
jakiś wrzask, lub walnięcie pięścią o biurko. Po 20 minutach ostrej jak sądzę
wymiany zdań moja matka wyszła z gabinetu, krzyknęła – mercedes, idziemy stąd!-
i ruszyła przed siebie. No świetnie, kurna , świetnie. Czeka mnie kazanie w
domu. Powolnym krokiem ruszyłam za moją rodzicielką.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak, jeśli kojarzycie to skądś to dlatego, ze pisałam już bloga, z tym opowiadaniem, ale teraz nie mam nastroju, by pisać tylko to. Więc nie, to nie plagiat. A tak poza tym, zapraszam do komentowania :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz