sobota, 16 listopada 2013

Pieniądze nie grają głównej roli

Wczoraj o brzasku Kalina obudziła się z krzykiem, stawiając całą rodzinę na nogi. Znów śnił jej się ten sam koszmar. Biegnie przez las, a gonią ją ludzie, którzy stanowili ucieleśnienie jej problemów. We śnie miała dość tego uciekania, więc się zatrzymywała, i dawała się pożerać tym ludziom. W rzeczywistości zawsze uciekała przed problemami, starając się o nich nie myśleć. Do jej pokoju weszła mama, i zapytała  – „znów to samo?”.  Mama dobrze wiedziała o strasznych snach córki , jednak ją obchodziły bardziej pieniądze niż rodzina. Kalina nie odpowiadając wstała, i zaczęła szykować się do szkoły.
     Kalina nie miała wielu przyjaciół. Tak naprawdę nikt jej nie lubił, i z wzajemnością - ona także nie lubiła ludzi. Każdy się jej podlizywał tylko po to, by zyskać coś dla siebie. W końcu jej rodzice byli milionerami, a każdemu przydałby się nowy telefon albo słuchawki.  Jednak ona nie chciała mieć pieniędzy, tylko przyjaciół, i kochającą rodzinę. Kogoś, komu mogła by się zwierzyć. Może wtedy nie miała by tych koszmarów. „To nierealne”, pomyślała, i założyła słuchawki na uszy. Wolała muzykę niż ludzi. Oni tylko ją ranili, dlatego stała się taka oschła. Właśnie słuchała utworu Guns ‘n Roses, kiedy podeszła do niej dziewczyna z jej klasy, Natalie. Nigdy specjalnie się nie lubiły. Natalie zawsze wykorzystywała ludzi bogatych, lecz Kalina nigdy się nie dała się nabrać na fałszywą przyjaźń Natalie.
- Cześć Kalina. Może chcesz wpaść do mnie po lekcjach? Pouczyłybyśmy się razem – zaczęła mówić przesłodzonym głosem.
- Z Tobą nigdy- Odcięła się Kalina
- Czemu? Przecież mamy wiele wspólnego.
-Chyba w Twoich snach. Wiem, że łżesz, żeby tylko mieć forsę i  bez obrazy, ale cię nie lubię- Odparła Kalina z sarkastycznym głosem.
Natalie nie wiedziała co na to odpowiedzieć, więc odeszła z naburmuszoną miną, a Kalina wróciła do słuchania muzyki. I wtedy zobaczyła nową twarz w jej szkole. Nidy nie widziała tej dziewczyny. Wyglądała prawie jak ona, z wyjątkiem włosów. Dziewczyna miała jasny blond, a Kalina czarne z niebieskimi pasemkami. Reszta w zupełności się zgadzała. Ciemne ubrania, mocna kredka do oczu i słuchawki na uszach. Miały nawet taką sama posturę i piegi. Jednak nasza bohaterka nie wstała i zagadała do nowej dziewczyny. To nie było w jej stylu. Tylko bardziej starała się schować.
   Zaczęły się zajęcia teatralne. Kalina jak zawsze siedziała sama w ławce i rysowała coś w brudnopisie. Kiedy nauczycielka zaczęła wymieniać rodzaje teatrów, do klasy weszła blondynka z mocno pomalowanymi oczami. – Przepraszam, czy to klasa Ic? Jestem Kathrine, nowa – Powiedziała formułkę najszybciej jak się dało. Nauczycielka przedstawiła dziewczynę klasie, i kazała znaleźć sobie jakieś miejsce. Ponieważ każdy z  kimś siedział, Kathrine musiała usiąść z Kaliną. Dziewczyny nie odezwały się do siebie słowem, jednak kiedy blondynka zauważyła szkice Kaliny, po raz pierwszy się do niej odezwała.
- Ładnie rysujesz - zaczęła Kathrine
- Dzięki. To pozwała mi odetchnąć.- odpowiedziała dziewczyna bez emocji w głosie. Przez resztę lekcji już się do siebie nie odzywały, dopóki pani nie zadała im pracy domowej w parach.
- Tak jak siedzicie, macie w parach przygotować szósty akt dramatu Juliusza Słowackiego „ Balladyna” Prace maja być oddane do wtorku. Dziewczyny spojrzały na siebie, i umówiły się u Kathrine o 14:30
   Kalina stała przed domem swojej nowej „ Koleżanki”. Był on biały z kremowymi detalami. Zupełnie nie pasował do Kathirine. Podeszła do drzwi, i zadzwoniła. Drzwi prawie od razu się otworzyły, jakby dziewczyna tylko czekała na przyjście Kaliny. – Wejdź- powiedziała na w pół szepcząc. Środek domu wyglądał podobnie jak  zewnętrze. Wszędzie było jasno. Dziewczyny w milczeniu przeszły do pokoju właścicielki tej wielkiej rezydencji. Był on wyróżniający się od reszty, co dało się zauważyć po samych drzwiach na których widniał napis „ NIE WCHODZIĆ”. Ściany były pomalowane na fioletowo, a wszystkie okna zasłonięte, więc w pokoju panował półmrok. Kalina świetnie się w nim czułą.
- Ładny pokój. Taki…ciemny. – Odezwała się brunetka.
- Dzięki. To co? Bierzemy się do pracy?
-Pewnie
    Zaczęły rozmawiać na temat swoich pomysłów. Bardzo miło im się rozmawiało. Miały wspólne zainteresowania. W końcu Kalina zaczęła jej opowiadać o swoich problemach.. O tym, ze każdy jej się podlizuje dla kasy, że nie ma przyjaciół. Z każdym słowem czuła , ze ciężar na jej barkach staje się coraz lżejszy.  Rozmawiały tak całą noc, dopóki Kalina nie musiała wracać do domu.

   Dzisiaj dziewczyna obudziła się bez krzyku. Nie śniły jej się koszmary Nie miała ochoty płakać. Po raz pierwszy od kilku lat się wyspała. Nie wiedziała czemu. Po prostu dobrze się czuła. Z uśmiechem zeszła na śniadanie, i równie radosna poszła do szkoły. W szkole nie siedziała w kącie, a rozmawiała cały czas ze swoją nową przyjaciółką. I wtedy zrozumiała, że to dzięki niej nie miała koszmarów. Ktoś ją polubił, zaakceptował. Komuś się zwierzyła, zrzucając z barków tak wielki ciężar codziennego życia. A więc to prawda- Pomyślała- jeśli masz osobę, z którą możesz porozmawiać i się jej zwierzyć przejdziesz przez życie szczęśliwy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

A to taka krótka notka, która kiedyś napisałam. Mam nadzieje, że przypadnie wam do gustu :) Zapraszam do komentowania :)

Oszukana- Prolog i rodział I

 Rok 3000. Świat zalany wodą. Wszędzie ruiny. Śmierć czuć dookoła. Jedynie kilka tysięcy ludzi z różnych stron świata zdołała się ukryć i żyje teraz na terenie trzech obszarów: Pustkowia, Wodospadu i Lasu Rozdroży. W każdym z nich panują inne zasady i prawa. Ten, kto chce przeżyć, musi zawsze się do nich stosować. Jest też miejsce najbardziej oddalone od trzech zamieszkanych. To wąwóz rozpaczy. Właśnie tam zsyła się wygnańców. Każda próba ucieczki stamtąd  jest jak wydany samemu sobie wyrok śmierci.

ROZDZIAŁ I

 Obudził mnie krzyk dochodzący z zewnątrz. Przeraziłam się. A co jeśli to wojownicy wkroczyli na teren pustkowia, by znów porwać dzieci do wojska? Przecież one nie dałyby sobie rady na obszarze Wąwozu. Szybko zerwałam się z łóżka, żeby sprawdzić, co było przyczyną tego krzyknięcia. Kiedy wyszłam z pokoju, o dziwo byłam jedyną osobą na nogach. A może zwyczajnie to mi się przyśniło? Chciałam wrócić do łóżka , jednak krzyk  się powtórzył. Nie zostałam temu obojętna. Szybko włożyłam buty i wyszłam na zewnątrz. Nie zauważałam nic specjalnego, ale wrzask usłyszałam jeszcze kilkakrotnie. Starałam się wyczuć, skąd on dokładnie dochodzi. Po chwili myślenia udało mi się stwierdzić, że dobiega on z zachodniej części rynku pustkowia. Pobiegłam w tamtą stronę, gdyż byłam ciekawa, a zarazem przerażona, co wydaję tę wrzaski. Nagle zauważyłam moja najlepszą przyjaciółkę, Sierrę. Byłam ciekawa, co tu robi. Podeszłam do niej, ale wtedy zaczęła jeszcze głośniej krzyczeć. Musiałam to jakoś znieść. Zaciągnęłam ją do jej domu. Kiedy w końcu się uspokoiła, była trzecia nad ranem. Powolnym krokiem wróciłam do mojego domku, ale zanim zdążyłam zasnąć, zaczęło wschodzić słońce. W takich warunkach nie uśniesz! No nic, musiałam iść do szkoły, więc zwlekłam się z łózka, a następnie poszłam wsiąść prysznic. Na pustkowiu ludzie nie mają ciepłej wody, więc musiałam zadowolić się letnią. Bo krótkim i rozbudzającym prysznicu ubrałam się w sukienkę do kolan. Była biała, jak każdej dziewczyny w szkole. Nasze mundurki nie było bardzo oryginalne. Po drodze do szkoły spotkałam  Sierrę. Jak ci się spało?- Spytała niewinnym głosem. Cisnęło mi się na język, żeby odpowiedzieć jej, ze świetnie, tylko nie spałam przez nią prawie całą noc, ale powstrzymałam się, i odpowiedziałam spokojnie, że świetnie. Pełna nerwów poszłam do szkoły razem z moją przyjaciółką.
   Godzina 13:40. Koniec lekcji. Teoretycznie wolność. Wracam z Sierrą do domu. Na rozwidleniu dróg żegnamy się, i każda odchodzi w swoją stronę. Jeszcze tylko lekcje, i mogę zacząć się opiekować bratem. Świetnie, co nie?
  Lekcje zrobione, brata nie ma. Więc co robić? Monotonność zaczyna się  już nudzić mi i nie tylko. Muszę po raz setny sięgnąć po tą samą książkę. Na pustkowiu nie mamy ich wielu, a że ja ubóstwiam czytać, to wszystkie mam. Tą, którą mam ochotę zawsze czytać, jest książka o wszystkich 4 miejscach świata.: Las jest moim ulubionym. Ludzie wydają się być tam tacy szczęśliwi. Nie to co w tej dziurze. Wodospad też nie wydaje się zły. Wszystko lepsze niż Wąwóz rozpaczy. Niestety, musiałam przerwać lekturę, ponieważ brat wrócił ze szkoły.
   -Pora  wyjść na dwór – powiedziałam dziecinnym głosem do młodszego brat, który siedział na łóżku, i bawił się żołnierzykami
- Ale jest za gorąco…
-Co ty gadasz?! Jest środek wiosny! W sam raz pogoda! Czemu nie chcesz wyjść?
 - Bo Ivan dziś mówił w szkole, że żołnierze mają przyjść, i znów zabrać dzieci do wojska, a ja nie chce tam iść!
- to ivan jest durniem. Nikt po ciebie nie przyjdzie… Nie bój się. Choć się pobawić, i nie przejmuj się Ivanem- powiedziałam z entuzjazmem w głosie, chociaż wcale nie miałam pewności. Żołnierze zawsze mogli przyjść i kogoś zabrać do wąwozu, do wojska. Nie chciałam jednak, żeby Brian zaprzątał tym sobie głowę. On miał dopiero 8 lat.
Patrzenie na wszystkie te dzieciaki biegające po placu było rozkoszne. Nasz plac nie był jakiś mega wielki. Dwie huśtawki, zjeżdżalnia i małe drabinki. Nie było nam potrzebne nic więcej. Po godzinie pewnie padła bym z nudów, gdyby nie Sierra. Patrzenie na to, jak dzieci biegają, robi się nudne, jeśli się to przedawkuje. Z przyjaciółką mogłam gadać godzinami. Nie ważne na jaki temat, nie ważne gdzie. Kiedy miałam problem, potrafiła mi doradzić . Brakowało jej jednej cechy: samozaparcia. Kiedy ja coś chciałam, zrobiłabym wszystko, żeby to osiągnąć, A Sierra wolała ustąpić. Próbowałam jej tłumaczyć, ze tak do niczego w życiu nie dojdzie. Jednak jej nic się nie dało wbić do głowy. Cóż za ironia: Nie umie postawić na swoim, a jednak nie słucha, co mam jej do powiedzenia na jej temat. Ale tak czy siak, byłą dla mnie jak siostra. Zanim się zorientowałyśmy, byłą już 20:30. Briana nie było na placu. Gdzie ten szczyl znów polazł!? Zaczęłam latać po całym placu jak opętaną, szukając go wszędzie. Nigdzie go nie było. Rzuciłam się pędem do domu, żeby powiedzieć o tym incydencie mamie. Kiedy weszłam, zboczyłam mojego brata, leżącego sobie w łóżku. Miałam ochotę go wtedy zabić, za to, jakiego starach mi napędził, i nie zrobiłam tego, ponieważ nasza mama siedziała w pokoju obok.
 Trzecia w nocy, brak krzyków, dobry znak. Nie mogłam zasnąć przez wczorajsze wydarzenia. Siedziałam z latarką pod kołdrą, która nie dawała żadnego efektu zmniejszenia widoczności światłą, i czytałam o wodospadzie. O mój boże, jak bym chciała tam mieszkać! Wszyscy tak pięknie poubierani, tak weseli. I te piękne krajobrazy! Aż zapierało mi dech w piersiach. Kiedy słyszałam jakieś kroki, od razu musiałam gasić latarkę, i udawać , że śpię. Była godzina policyjna., a świecenie po całym domu, było złamaniem jej. Za to był jeden punkt. Za dwadzieścia, zsyłali cię do wąwozy, na wygnanie. Niby tylko jeden punkt, ale wole nie ryzykować. Przez ciągłe zgaszanie i zapalanie latarki, nie mogłam się skupić na pięknem tego magicznego miejsca. Powoli odczuwałam zmęczenie, więc odłożyłam lekturę, i odpłynęłam do błogiej krainy snów.
   

- Mercedes, wstawaj! – Usłyszałam krzyki mojego brata, który biegł w moja stronę – Już wpół do ósmej!
- CO???- Wrzasnęłam na cały dom, i szybko zerwałam się z łóżka. Czemu ten mały szczyl tak późno mnie obudził.? Przez niego się spóźnię do szkoły! Szybko się ogarnęłam. Prze drzwi wrzasnęłam do Braina, że go dopadnę. Musiałam biec do budy i czesać się jednocześnie. Chyba nigdy nie biegłam tak szybko! Kiedy usłyszałam dzwonek, byłam 50 metrów od zakładu karnego, który nazywają szkołą. Przyśpieszyłam jeszcze bardziej, i dotarłam przed klasę w ciągu 20 sekund. Pędem poprawiłam mundurek, i stałam tak, dopóki nie usłyszałam nazwiska Hawk. Wtedy wparowałam do klasy, i wrzasnęłam –Jestem!- No co? Efektowne wyjście musi być. Usiadłam do ławki, zadowolona, ze zdążyłam na czas.
-No dobrze- zaczęła nauczycielka- To teraz proszę wszystkich o oddanie mi swoich eseji. No jasne, wiedziałam, ze czegoś zapomniałam. Musiałam szybko wymyśleć jakieś usprawiedliwienie.
-Pani Smith. Niestety, ale nie mam mojego eseju- Powiedziałam najszybciej jak mogłam.
- A czemóż to?
- Ponieważ brat mi go porwał, i zrobił z niego masę na jakąś figurkę..
- Mercedes, tego już za wiele. Wpadasz do klasy jak obłąkana, i jeszcze nie masz swojej pracy domowej. Musze porozmawiać z twoją matką.
- Proszę, nie.
- Przykro mi, ale nie mam wyjścia. Po lekcjach masz zostać, a ja w między czasie zadzwonię do twojej matki.
To mi popsuło nastrój. Matka bywa surowa, jeśli zbieram złe oceny. A wszystko przez tego gówniarza! Czemu to ja mam być karana, za to, co on robi? Nienawidzę być tą starszą.
   Koniec lekcji. Musze czekać, aż mama skończy prace, żeby mogła przyjechać na rozmowę o mnie. Nie potrzebnie zawracają jej głowę. Tak czy siak ma wystarczająco dużo zmartwień. Po śmierci ojca nie jest jej lekko. Źle się czuje z tym, ze prze ze mnie cierpi. Kiedy tak rozmyślałam usłyszałam stukot obcasów, a zza zakrętu korytarza wyłoniła się moja mama. Widać było nerwy na jej twarzy. Rzuciła na mnie gniewne spojrzenie, i wparowała do biura dyrektorki. Co chwila słyszałam jakiś wrzask, lub walnięcie pięścią o biurko. Po 20 minutach ostrej jak sądzę wymiany zdań moja matka wyszła z gabinetu, krzyknęła – mercedes, idziemy stąd!- i ruszyła przed siebie. No świetnie, kurna , świetnie. Czeka mnie kazanie w domu. Powolnym krokiem ruszyłam za moją rodzicielką.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Tak, jeśli kojarzycie to skądś to dlatego, ze pisałam już bloga, z tym opowiadaniem, ale teraz nie mam nastroju, by pisać tylko to. Więc nie, to nie plagiat. A tak poza tym, zapraszam do komentowania :)

Co i jak na moim blogu

Hejka. Ten blog powstał na zupełnym spontanie. Ogólnie, będą tu zamieszczane moje opowiadania. Obojętne jakie.Wszystko co napisze. Lubie pisać, i stwierdziłam, ze warto podzielić sie tym ze światem. Tak więc, jeśli lubisz czytać wszystko, albo i jeden konkretny typ książek. Wpadaj co jakiś czas, ponieważ ja piszę wszystko :) Tyle na razie
pa :)