czwartek, 27 marca 2014

Smutne, lecz prawdziwe

    Wstałam z samego rana. Nic dziwnego. W końcu każdy wstaje rano, by nie spóźnić się do szkoły bądź pracy. Ale nie każdy o piątej rano. Nie lubiłam przebywać w moim domu.  Była tam zła atmosfera. Ciągłe kłótnie. Dlatego już o 5:30 można było mnie spotkać w drodze do szkoły  . Co z tego, że moją budę otwierano dopiero o 7:00. Jak byłam poza domem mogłam być sobą, a nie idealną córeczką.  Moi rodzice jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiedzieli. A z resztą i tak nigdy nie dorównałabym mojemu idealnemu bratu. "Masz brać przykład z brata! On chodzi do prestiżowego gimnazjum, a ty do jakiejś rejonówki!”. Te słowa słyszałam zawsze, gdy miałam kłopoty, czyli tak naprawdę codziennie. To nie podoba im się moja bluzka, to, że nosze takie buty a nie inne. To już wkurwia! Ale trzeba było to przeżyć. Miałam przyjaciół. Nie mówię, że byli idealni. Po prostu byli, i tyle mi do szczęścia wystarczało. Ale wracając do mnie, to mam normalne życie. Jestem buntowniczką, więc zawsze przed szkołą idę na szluga z Johnem i Mattem. Bo co mamy robić? Ten dzień był jak każdy inny. Wstałam, spięłam moje brązowe włosy w kucyk, założyłam trampki, wzięłam słuchawki, i wyszłam. Słuchając  nickelbacka poszłam na przystanek, spotkałam się przy osiedlu z przyjaciółmi, i poszliśmy w nasze miejsce. Koło miejsca w którym mieszka Matt jest mały lasek, do którego zawsze chodzimy na fajki. Dziś mieliśmy ochotę na czerwone setki. Wypaliliśmy po dwa, i byliśmy gotowi by pójść  do szkoły. Zaczynałam matmą. Oczywiście nie miałam jej zrobionej. Ale zwędziłam ćwiczenia jednej dziewczynie z równoległej klasy więc nie dostałam pały. Nastawiłam się na to, że w szkole znów nic się nie wydarzy. Myliłam się. Oprócz Matta i Johnego miałam jeszcze jednego przyjaciela, Nicka. Znałam go od długiego czasu. Ufałam mu. Kiedy do niego podchodziłam, usłyszałam jak o mnie rozmawia z jednym takim chłopakiem z naszej klasy.

- Ej a tak w ogóle, to ty naprawdę lubisz tą Sierre?

- No pewnie że nie. Ale jej rodzice dużo zarabiają, więc mam zysk. Kupuje mi coś codziennie.

-aha. Bo już się bałem, ze tak fajny koleś jak ty zadaje się z tą dziwaczką.

-nie no co ty, to sprawa czystego zysku.

I wtedy coś we mnie pękło. Osoba, której bezgranicznie ufałam okazała się nic nie wartą kurwą.  Przeklnęłam się w myślach, że aż tyle casu z nim straciłam. Wyszłam zza rogu, i jak nigdy nic podeszłam do Nicka. On nie wie, że wszystko wyszłam, więc uśmiechnął się do mnie skurwiel i udawał że mnie lubi. Sądziłam, że go uduszę, ale po prostu powiedziałam cześć i go wyminęłam. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. Pobiegłam do łazienki i zaczęłam płakać. Ryczałam jak głupia bez powodu. Zadzwonił dzwonek, wróciłam do klasy. Nie odzywałam się do nikogo. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Tylko pogłośniłam muzykę i pozwoliłam sobie zatopić się w piosence.  Jak na złość musiało to być Pink Floyd „Wish you were here”. Co z zbieg okoliczności. Reszta dnia minęła normalnie. Dostałam tróje z historii. Nic szczególnego.

O piętnastej skończyłam lekcje. Poszłam do domu, zamknęłam się w pokoju, nie pozwalając nikomu ze mną porozmawiać. Oczywiście Matt i John dzwonili, ale cały czas odrzucałam telefon. Nie chciałam z nimi gadać. Nie zrobiłam lekcji, tylko walnęłam się na łóżko,  i zaczęłam płakać. Znowu. Nie wiem czemu, po prostu poczułam, że musze się rozpłakać. Tak, zalana łzami, zasnęłam.

  Dziś nie wstałam wcześnie. Nie poszłam na szluga z przyjaciółmi. O 7:30 zwlekłam się z lóżka, poszłam umyć zęby. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Nic mi się nie chciało. Spóźniłam się na pierwszą lekcje, biologie. Nie słuchałam nauczycieli, jedyne co mnie obchodziło to Nick. Zdecydowałam, że powiem mu, że to słyszałam. Że słyszałam co o mnie mówi. Na przerwie podeszłam do niego, i po prostu powiedziałam

-słyszałam twoją  rozmowę z Gregiem. Czy to prawda?

- W sumie, dobrze, że się dowiedziałaś. Jesteś dla mnie nic nie znaczącą osobą. Po prostu można od ciebie pożyczyć kasę, ale tylko tyle. Nie da się z tobą przyjaźnić. Nie wiem jak Matt i John z tobą wytrzymują! – roześmiał się Nick

Nie chciałam go słuchać. Miałam już odejść, kiedy odwróciłam się, i wymierzyłam mu mocnego lewego sierpowego. Musiało zaboleć, i dobrze.  Włączyłam sobie piosenkę sabatonu, kiedy dostałam sms-a od rodziców:,, Znowu pała! Zacznij się uczyć! Co ty z siebie robisz dziecko?! Cały czas tylko szlajasz się z tymi podejrzanymi typami! Możesz nie wracać do domu!” . Tak, rodzice umieją pocieszać. Poszłam na lekcje, jak by nigdy nic. Ale to mnie nawet nie bolało. To mnie po prostu wewnętrznie rozpierdalało.


 Skończyłam lekcje o 13:30. Poszłam na mostek niedaleko mojej szkoły. pod nim płynie sobie rzeka. Nie jest bardzo wysoki, ma jakieś 8 metrów, czy coś takiego. Zadzwoniłam po Matta i Johnego, a potem wysłałam sms-y do mamy, taty brata i reszt rodziny, żeby się o mnie nie martwili. Spojrzałam na zegarek. 13:47. Piątek, 11 kwietnia. Kiedy w oddali zobaczyłam dwie znajome sylwetki, usiadłam na barierce. Ci przyśpieszyli kroku. Krzyknęłam, że są dla mnie najważniejsi w życiu. Teraz wręcz biegli do mnie. Gdy byli 4 metry o de mnie. Powiedziałam, że jeszcze kiedyś się spotkamy, i zrobiłam to co powinnam zrobić już dawno. Pochyliłam się w stronę wody i skoczyłam. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto twór mojej chorej wyobrażni. Komentujcie, obserwujci, róbcie co chcecie