czwartek, 27 marca 2014

Smutne, lecz prawdziwe

    Wstałam z samego rana. Nic dziwnego. W końcu każdy wstaje rano, by nie spóźnić się do szkoły bądź pracy. Ale nie każdy o piątej rano. Nie lubiłam przebywać w moim domu.  Była tam zła atmosfera. Ciągłe kłótnie. Dlatego już o 5:30 można było mnie spotkać w drodze do szkoły  . Co z tego, że moją budę otwierano dopiero o 7:00. Jak byłam poza domem mogłam być sobą, a nie idealną córeczką.  Moi rodzice jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiedzieli. A z resztą i tak nigdy nie dorównałabym mojemu idealnemu bratu. "Masz brać przykład z brata! On chodzi do prestiżowego gimnazjum, a ty do jakiejś rejonówki!”. Te słowa słyszałam zawsze, gdy miałam kłopoty, czyli tak naprawdę codziennie. To nie podoba im się moja bluzka, to, że nosze takie buty a nie inne. To już wkurwia! Ale trzeba było to przeżyć. Miałam przyjaciół. Nie mówię, że byli idealni. Po prostu byli, i tyle mi do szczęścia wystarczało. Ale wracając do mnie, to mam normalne życie. Jestem buntowniczką, więc zawsze przed szkołą idę na szluga z Johnem i Mattem. Bo co mamy robić? Ten dzień był jak każdy inny. Wstałam, spięłam moje brązowe włosy w kucyk, założyłam trampki, wzięłam słuchawki, i wyszłam. Słuchając  nickelbacka poszłam na przystanek, spotkałam się przy osiedlu z przyjaciółmi, i poszliśmy w nasze miejsce. Koło miejsca w którym mieszka Matt jest mały lasek, do którego zawsze chodzimy na fajki. Dziś mieliśmy ochotę na czerwone setki. Wypaliliśmy po dwa, i byliśmy gotowi by pójść  do szkoły. Zaczynałam matmą. Oczywiście nie miałam jej zrobionej. Ale zwędziłam ćwiczenia jednej dziewczynie z równoległej klasy więc nie dostałam pały. Nastawiłam się na to, że w szkole znów nic się nie wydarzy. Myliłam się. Oprócz Matta i Johnego miałam jeszcze jednego przyjaciela, Nicka. Znałam go od długiego czasu. Ufałam mu. Kiedy do niego podchodziłam, usłyszałam jak o mnie rozmawia z jednym takim chłopakiem z naszej klasy.

- Ej a tak w ogóle, to ty naprawdę lubisz tą Sierre?

- No pewnie że nie. Ale jej rodzice dużo zarabiają, więc mam zysk. Kupuje mi coś codziennie.

-aha. Bo już się bałem, ze tak fajny koleś jak ty zadaje się z tą dziwaczką.

-nie no co ty, to sprawa czystego zysku.

I wtedy coś we mnie pękło. Osoba, której bezgranicznie ufałam okazała się nic nie wartą kurwą.  Przeklnęłam się w myślach, że aż tyle casu z nim straciłam. Wyszłam zza rogu, i jak nigdy nic podeszłam do Nicka. On nie wie, że wszystko wyszłam, więc uśmiechnął się do mnie skurwiel i udawał że mnie lubi. Sądziłam, że go uduszę, ale po prostu powiedziałam cześć i go wyminęłam. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. Pobiegłam do łazienki i zaczęłam płakać. Ryczałam jak głupia bez powodu. Zadzwonił dzwonek, wróciłam do klasy. Nie odzywałam się do nikogo. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Tylko pogłośniłam muzykę i pozwoliłam sobie zatopić się w piosence.  Jak na złość musiało to być Pink Floyd „Wish you were here”. Co z zbieg okoliczności. Reszta dnia minęła normalnie. Dostałam tróje z historii. Nic szczególnego.

O piętnastej skończyłam lekcje. Poszłam do domu, zamknęłam się w pokoju, nie pozwalając nikomu ze mną porozmawiać. Oczywiście Matt i John dzwonili, ale cały czas odrzucałam telefon. Nie chciałam z nimi gadać. Nie zrobiłam lekcji, tylko walnęłam się na łóżko,  i zaczęłam płakać. Znowu. Nie wiem czemu, po prostu poczułam, że musze się rozpłakać. Tak, zalana łzami, zasnęłam.

  Dziś nie wstałam wcześnie. Nie poszłam na szluga z przyjaciółmi. O 7:30 zwlekłam się z lóżka, poszłam umyć zęby. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Nic mi się nie chciało. Spóźniłam się na pierwszą lekcje, biologie. Nie słuchałam nauczycieli, jedyne co mnie obchodziło to Nick. Zdecydowałam, że powiem mu, że to słyszałam. Że słyszałam co o mnie mówi. Na przerwie podeszłam do niego, i po prostu powiedziałam

-słyszałam twoją  rozmowę z Gregiem. Czy to prawda?

- W sumie, dobrze, że się dowiedziałaś. Jesteś dla mnie nic nie znaczącą osobą. Po prostu można od ciebie pożyczyć kasę, ale tylko tyle. Nie da się z tobą przyjaźnić. Nie wiem jak Matt i John z tobą wytrzymują! – roześmiał się Nick

Nie chciałam go słuchać. Miałam już odejść, kiedy odwróciłam się, i wymierzyłam mu mocnego lewego sierpowego. Musiało zaboleć, i dobrze.  Włączyłam sobie piosenkę sabatonu, kiedy dostałam sms-a od rodziców:,, Znowu pała! Zacznij się uczyć! Co ty z siebie robisz dziecko?! Cały czas tylko szlajasz się z tymi podejrzanymi typami! Możesz nie wracać do domu!” . Tak, rodzice umieją pocieszać. Poszłam na lekcje, jak by nigdy nic. Ale to mnie nawet nie bolało. To mnie po prostu wewnętrznie rozpierdalało.


 Skończyłam lekcje o 13:30. Poszłam na mostek niedaleko mojej szkoły. pod nim płynie sobie rzeka. Nie jest bardzo wysoki, ma jakieś 8 metrów, czy coś takiego. Zadzwoniłam po Matta i Johnego, a potem wysłałam sms-y do mamy, taty brata i reszt rodziny, żeby się o mnie nie martwili. Spojrzałam na zegarek. 13:47. Piątek, 11 kwietnia. Kiedy w oddali zobaczyłam dwie znajome sylwetki, usiadłam na barierce. Ci przyśpieszyli kroku. Krzyknęłam, że są dla mnie najważniejsi w życiu. Teraz wręcz biegli do mnie. Gdy byli 4 metry o de mnie. Powiedziałam, że jeszcze kiedyś się spotkamy, i zrobiłam to co powinnam zrobić już dawno. Pochyliłam się w stronę wody i skoczyłam. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto twór mojej chorej wyobrażni. Komentujcie, obserwujci, róbcie co chcecie

sobota, 14 grudnia 2013

Oszukna - Rozdział 3

Znów krzyki. Czy zawsze musiało mi się to przytrafiać? Nie można się wyspać! Wstałam w łózka, i pobiegłam do pokoju brata. Nie była to długa droga. Odetchnęłam z ulga, kiedy okazało się, ze moja mama też usłyszała jego wrzaski. Czyli jestem normalna. Chyba... Brian miał koszmar, ale nie chciał zdradzić, o mu się śnił. Miał on charakter podobny do Sierry . Kiedyś jak się uparł, ze chce dostać lizaka, płakał przez dwie godziny, póki go nie dostał. Zrezygnowanym krokiem ruszyłam do pokoju, ale gdy już w spokoju leżałam, nie mogłam zasnąć. Myślałam co się śniło Brianowi, albo, co dziwniejsze, czemu nie chce powiedzieć co ujrzał we śnie. Nie mogąc zasnąć przekręcałam się z boku na bok, dopóki nie byłam aż tak zmęczona, by i na to nie mieć siły. Tak więc zostałam w pozycji, którą uznałam za wygodną nie zwracając na nic uwagi. Jedyne co mnie obchodziło to ten cholerny sen. Czemu, no czemu nie chciał mi nic o nim powiedzieć??? . Nie dlatego, że jestem dla niego wredna, ani dlatego, że mówię, ze go nienawidzę, to na pewno. Chociaż może… Ale to myślenie jest męczące. Nawet zachciało mi się spać, więc dałam wygrać zmęczeniu, i odpłynęłam.
   
   Kolejny dzień pełen przygód! Ach te emocjonujące dni na moim zadupiu! Z odwróconym uśmiechem na ustach wstałam z łózka. Na szczęście dziś była sobota. Słońce już dawno wzeszło, co oznaczało, że spałam za długo. Jednak kto by nie spał, skoro większość nocy kręciło się a łóżku, próbując się uspokoić. Wiedziałam, ze z tego powodu będzie draka, jak matka wróci. Czasem chciałabym mieć kogo innego za matką. Z powodu, ze za późno wstałam, jestem uznana za lenia, i niewdzięczna córkę, bo nie chce pomagać w domu. Jednak szczerze mówiąc mało mnie obchodziło, co ona mówi. To brian był jej oczkiem w głowie, a ja byłam niepotrzebną kulą u nogi. Nie powiedziała mi tego wprost, ale nie jestem głupia. Na szczęście mam Sierre, która i pomaga, kiedy mam doła. I właśnie go miałam, więc bez chwili zwłoki poszłam do przyjaciółki wyżalić się jej. Prawie zapomniałam zmienić piżamy na normalne ubrania, tak się śpieszyłam! W drodze do niej usłyszałam wiele interesujących rzeczy. Albo Większość ludzi nie umie szeptać, albo ja mam doskonały słuch. Raczej to pierwsze. Jednak wracając do plotek, usłyszałam, że niektórym osobom też przydarzyły się jakieś mega dziwne sytuacje, na przykład słyszeli dźwięk dzwonka do drzwi, ale nikogo nie było w okolicy. Każdy mówił to z takim przejęciem, jakby nikt nie domyślił się, ze to szczeniackie zabawy jakiś dzieci. Jeśli ten świat spoczywa w rękach takich idiotów, to nie wiem, czy rasa ludzka przeżyje. Inne plotki dotyczyły już spraw bezsensownych, typu ten chce chodzić z tą, ale ta woli tego. Z tego co słyszałam od córki naszego burmistrza, istnieje serial, która ma chyba milion odcinków, i trwa już tysiąc lat. Nazywał się „moda na sukces’’ lub coś takiego. Córka burmistrza, Luiza , jako jedyna w szkole ma telewizor, albo precyzyjniej, działający telewizor. Większość z nas ma stare pudła, które są zepsute, więc nie możemy nic oglądać. Pamiętam jak kiedyś zostałam zaproszona na urodziny Luizy. Dziwnie się czułam, nie będąc z starej szopie zwanej domem, ale w pięknym domku z kamienną podłogą i niedziurawymi ścianami. Tamtego dnia siedziałam przed jej telewizorem chyba 4 godziny, tak samo jak reszta zaproszonych osób. Jej rodzice chyba uznali to za złe zachowanie, bo więcej nie zostałam zaproszona. Na szczęście jeszcze ktoś mnie tolerował, bo ciężko było mnie znieść na dłuższą metę. Jestem bardzo dziwną osobą. Jednak bycie normalnym cechuje się brakiem wyobraźni i odrębnego myślenia. A to źle, przynajmniej według mnie. Łał -pomyślałam-to było mądre! Następnie, po mojej jakże inteligentnej myśli, przyśpieszyłam kroku, aby jak najszybciej znaleźć się u Sierry.

 - No mówię ci, nie chce się wygadać, co mu się śniło, chyba zaraz zwariuję!- zaczęłam wrzeszczeć w pokoju mojej przyjaciółki Był on mały, trzy na trzy metry, ale przytulny. Ściany były pomalowane na zielono, a podłoga była z ciemnego drewna.

- Może ma ku temu powody. Nie moja rola cię oceniać, ale nie jesteś najlepszą siostrą. Można by powiedzieć, ż jesteś  trochę wredna.

- Nie prawda! Jestem bardzo miłą- zaczęłam okłamywać i mnie, i Sierrę. Jakoś trzeba się dowartościować!

-  Naprawdę w to wierzysz?

-może…- nie wiedziałam jak odpowiedzieć.  Nie lubiłam przyznawać się do błędu, a tym bardziej, potwierdzać  że jestem złą siostrą, za którą każdy mnie miał. Po prostu byłam przyzwyczajona do mienia racji. Brat był mały i niezbyt mądry, a z matką nie rozmawiałam .Chyba kiedy powiedziałam, ze Ivan jest głupi, i pocieszyłam Briana, po raz pierwszy, no może drugo byłam dla niego miła. Tego samego dnia stwierdziłam, że nie będzie się to powtarzać dość często. Nie lubiłam być przykładem, bo każdy sądzi, że będę miłą i troskliwą siostra To nie byłam ja. Jednak ta rozmowa dała mi do myślenia. Musiałam mu się podlizać, by mi powiedział. Posiedziałam u Sierry jeszcze kilka godzin, aż wybiła 19:30 i musiałam wracać. W drodze do domu, wymyśliłam sposób na zdobycie zaufania Briana.

-Brian!- krzyknęłam- Mam coś dla ciebie!- nie musiałam powtarzać dwa razy. Mój brat pojawiła się jak na zawołanie.

- A co mi chcesz dać? – Zapytał diabeł z miną aniołka. Z za pleców wyjęłam pół tabliczki czekolady, którą dała mi Sierra na urodziny miesiąc temu. Niezbyt lubiłam słodycze. Oczywiście wyjątkiem byłą guma do żucie. Ale wróćmy do Briana. Na widok czekolady oczy mu się zaświeciły. Wiedziałam, że mój plan wypali. Dałam mu kawałek, a on jak potwór wyrwa mi go z ręki, i zjadł jak najszybciej.

-Chcesz więcej?- zapytałam z nutką sarkazmu w głosie. Znałam odpowiedź.

-Tak! Dawaj!

- Pod jednym warunkiem. Powiesz mi, co ci się śniło, ok? To mój jedyny warunek.

- Powiem ci wszystko, tylko daj mi jeszcze!

- Ok. mów.



-Śniło mi się, ze nasz tata cię porwał. A teraz dawaj słodycze.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział 3. Zapraszam do komentowania :)

~Rose

Oszukana - Rozdział 2

   - Czemu znów wpakowałaś się w kłopoty?!- Zaczęła wrzeszczeć na mnie matka, która szła obok mnie przez ulice pustkowia – Zawsze były z tobą same problemy. Czemu nie możesz być grzecznym dzieckiem, jak twój brat?
- Ale mamo, to przez niego się spóźniłam. On mnie obudził 7:30! A do szkoły mam 20 minut piechotą. Nic by się nie stało, gdybyś mniej myślała o pracy, a więcej o mnie lub Brianie.- Nie wytrzymałam. Odkąd pamiętam chciałam wygarnąć mamie, że się mną nie zajmuje, ale nigdy nie miałam na to odwagi. Teraz czułam się tak dobrze. W końcu nie musiałam trzymać swoich emocji w środku. Dałam im upust. A mina mojej mamy, kiedy na nią wrzasnęłam, byłą bezcenna.
- Ale…-próbowała dobrać słowa, ale byłą zbyt oszołomiona moją reakcją. Ha! Nie dam sobą pomiatać, nawet mojej matce. W końcu to ja kieruje swoim życiem.
 -Spokojnie, nie musisz odpowiadać. Jeszcze stwierdzisz, że jestem tylko kulą u nogi, a nie chce czegoś takiego usłyszeć.- Szybko rzuciłam i zamilkłam. Nie miałam ochoty z nią gadać. Nasza rozmowa zawsze kończyła się  kłótnią. Odkąd tata uciekł od nas, moje matka chciała mieć idealne dzieci. Chciała dla nas jak najlepiej, ale nie wychodziło jej to. Nic nie wynagrodzi nam braku ojca. Reszta drogi minęła na rozmyślaniach mojej mamy i moich, które przerywały podskoki na drogach. Czasem naprawdę nie chciałam mieć auta, jednak tak naprawdę większość rodzin na pustkowiu dała by się pociąć za taki luksus.
   Ach, dom. Oczywiście, jeśli można tak nazwać ruinę, która cudem się nie zawaliła. Wszystko z drewna, obrywające się dachówki, ale przez kupno tego głupiego auta, nie mogliśmy zrobić remontu. Ha! Widzicie, kolejny minus! Wszędzie minusy, żadnego plusa. Witaj monotonio życia na pustkowiu! Znów chcesz mi odebrać resztki radości? Za późno. Snując się w stronę domu usłyszałam krzyki Sierry. Wołała mnie, a nie znów miała jakiś napad. Co za ulga. Chociaż w sumie, gdyby rzeczywiście miała atak, a inni by go usłyszeli, przestałabym myśleć, że jestem dziwna. Nie!, stop, to twoja przyjaciółka! Chyba tylko ja mogłam wpaść na taki okrutny pomysł. Szybko odrzuciłam od siebie myśli o zwariowaniu mojej przyjaciółki, i podbiegłam do niej, jednocześnie machając. Nawet zmusiłam się do uśmiechu, co w dzisiejszym dniu było bardzo trudne.
-Hejka, co u…., ej, co ci się stało Mers?
-nic, spokojnie, jestem tylko…..zmęczona.
-skoro tak mówisz. Choć na rynek, podobno otworzyli nowy bazar z ciuchami. Nowe ubranie- Sierra prawie skakała z radości. W przeciwieństwie do nie ja nie szalałam za ciuchami, a wręcz wystarczał mi jeden t-shirt, no może dwa na tydzień.  Ale w końcu tyle miałam. Dwa  t-shirty. W sumie to dużo. A nawet multum. Ale moje życie było radosne. Ruina zamiast domu, wkurzający młodszy brat, dwie koszulki, i jedne jeansy. Pięknie, co nie?

   Ach rynek. Najgłośniejsze, najbarwniejsze i jednocześnie najbardziej denerwujące miejsce w jakże pięknym pustkowiu. Właśnie przechadzałam się pomiędzy stoiskami z gumą do żucia, którą uwielbiałam, ale nie było nas stać na dużą jej ilość. Zawsze miałam jedną na miesiąc. Z mojego rozmyślania o bardzo poważnych rzeczach wyrwała mnie przyjaciółka, wrzeszcząc- MERCEDES!CHODŹ NO TU!-i tak w kółko. Pobiegłam pędem, byleby nie musieć słuchać jej wrzasków. O co to halo? Jednak kiedy już zobaczyłam, o co jej chodziło, sama prawie padłam trupem. Leżała tam kurtka, ale jaka piękna. W fioletowym kolorze, lekka, przewiewna, idealna na tą pogodę. Nie mogłam się powstrzymać, i musiałam ją dotknąć. Zaraz dostałam po łapach od sprzedawców-nie ruszaj! Jeszcze zaniżysz jej wartość tymi brudnymi rękoma- zaczął na mnie wrzeszczeć, jak bym ją ukradła. Nie rozumiem ludzi. Może to dlatego mam tylko jedna przyjaciółkę, która tak czy siak z trudem ze mną wytrzymuje. Nie, to na pewno nie to.  Przecież jestem miłą. Jednak moja podświadomość mówiła coś innego.  Dalej rozmyślając nad moją przypadłością małej ilości przyjaciół, szłam za głosem Sierry, która ciągnęła mnie do kolejnych stoisk z ciuchami. Zauważyłam, ze ostatnio strasznie dużo myślę. Zupełnie, jakbym stałą się mądrzejsza. Stwierdziłam, ze kończę z moja inteligencją, i wracam do lekkomyślności. I wreszcie będę sobą. Tą sama dziewczyną która nie martwiła się o to, co pomyślą inni. I taka siebie kocham. Kończąc z inteligencją poddałam się szału tych „świetnych” rzeczy, które mieliśmy na naszym „Pięknym’’ targu.

    Wreszcie w swoim pokoju. W mojej oazie spokoju. Oczywiście każdy się domyśli którą książkę wzięłam. Znów widziałam zdjęcia wodospadu, a oczy mi się świeciły- nienawidzę tego miejsca- szepnęłam, nie zwracając uwagi na to, czy ktoś to usłyszy. To nie istotne. Ważne jest to, że niestety nigdy tam nie zamieszkam Jak ja, biedna dziewczyna z pustkowia miałabym się tam znaleźć? Wszyscy tam byli bogaci. Mieli domy, w których dało się żyć, nie bojąc się, że kiedy zasną wszystko poleci im na głowę. Nie martwili się, czy może auto zaraz nie zwariuje, i nie spowoduje wypadku. I co najważniejsze dla mnie, mogli jeść góry gum do żucia. Kilka razy zdążyło się, że któraś z dziewczyn było porywana z pustkowia do wodospadu, ponieważ były piękne, i mogły zostać żonami zamężnych mężczyzn. W takich przypadkach nikt nie zgłaszał porwania, bo wiedział, ze tam jest lepiej. A oprócz tego byłą możliwość, że córka sypnie groszem. Oczywiście nigdy tak nie było. Każdy wolał się nie przyznawać, ze zna kogoś z pustkowia. Nawet las rozdroży, gdzie ludzie są dwulicowi, jest lepszym miejscem niż ta nasza piękna pustynia. Jednak w moim przypadku było to nie możliwe. Jestem przeciętnej urody blondynka z piegami. Wszystkie ubrania na mnie wisiały, bo byłam strasznie chuda, a wzrostem nie dorównywałam połowie pustkowia. Byłam inna.  I niestety nikt tego nie rozumiał. Ze smutku nawet łza poleciała mi na książkę. Nie mogłam poradzić sobie z moją bezsilnością. I wtedy rozkleiłam się na dobre. Każdy w życiu miał lepiej niż ja, jednak nie wiem, czemu bóg mnie tak nienawidzi. Opadając na łóżko poczułam senność, a od łez kleiły mi się oczy. Bezwładnie leżałam na moim łóżku, myśląc co by było, gdybym nie była sobą.  Po chwili odpłynęłam do krainy snów, jednak mój odpoczynek nie trwał długo. Po około godzinie usłyszałam krzyki. Podobne do tych, który wydawała Sierra, jednak teraz dochodziły z pokoju Briana.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto drugi rozdział "Oszukanej". Zapraszam do komentowania :)

~Rose

sobota, 16 listopada 2013

Pieniądze nie grają głównej roli

Wczoraj o brzasku Kalina obudziła się z krzykiem, stawiając całą rodzinę na nogi. Znów śnił jej się ten sam koszmar. Biegnie przez las, a gonią ją ludzie, którzy stanowili ucieleśnienie jej problemów. We śnie miała dość tego uciekania, więc się zatrzymywała, i dawała się pożerać tym ludziom. W rzeczywistości zawsze uciekała przed problemami, starając się o nich nie myśleć. Do jej pokoju weszła mama, i zapytała  – „znów to samo?”.  Mama dobrze wiedziała o strasznych snach córki , jednak ją obchodziły bardziej pieniądze niż rodzina. Kalina nie odpowiadając wstała, i zaczęła szykować się do szkoły.
     Kalina nie miała wielu przyjaciół. Tak naprawdę nikt jej nie lubił, i z wzajemnością - ona także nie lubiła ludzi. Każdy się jej podlizywał tylko po to, by zyskać coś dla siebie. W końcu jej rodzice byli milionerami, a każdemu przydałby się nowy telefon albo słuchawki.  Jednak ona nie chciała mieć pieniędzy, tylko przyjaciół, i kochającą rodzinę. Kogoś, komu mogła by się zwierzyć. Może wtedy nie miała by tych koszmarów. „To nierealne”, pomyślała, i założyła słuchawki na uszy. Wolała muzykę niż ludzi. Oni tylko ją ranili, dlatego stała się taka oschła. Właśnie słuchała utworu Guns ‘n Roses, kiedy podeszła do niej dziewczyna z jej klasy, Natalie. Nigdy specjalnie się nie lubiły. Natalie zawsze wykorzystywała ludzi bogatych, lecz Kalina nigdy się nie dała się nabrać na fałszywą przyjaźń Natalie.
- Cześć Kalina. Może chcesz wpaść do mnie po lekcjach? Pouczyłybyśmy się razem – zaczęła mówić przesłodzonym głosem.
- Z Tobą nigdy- Odcięła się Kalina
- Czemu? Przecież mamy wiele wspólnego.
-Chyba w Twoich snach. Wiem, że łżesz, żeby tylko mieć forsę i  bez obrazy, ale cię nie lubię- Odparła Kalina z sarkastycznym głosem.
Natalie nie wiedziała co na to odpowiedzieć, więc odeszła z naburmuszoną miną, a Kalina wróciła do słuchania muzyki. I wtedy zobaczyła nową twarz w jej szkole. Nidy nie widziała tej dziewczyny. Wyglądała prawie jak ona, z wyjątkiem włosów. Dziewczyna miała jasny blond, a Kalina czarne z niebieskimi pasemkami. Reszta w zupełności się zgadzała. Ciemne ubrania, mocna kredka do oczu i słuchawki na uszach. Miały nawet taką sama posturę i piegi. Jednak nasza bohaterka nie wstała i zagadała do nowej dziewczyny. To nie było w jej stylu. Tylko bardziej starała się schować.
   Zaczęły się zajęcia teatralne. Kalina jak zawsze siedziała sama w ławce i rysowała coś w brudnopisie. Kiedy nauczycielka zaczęła wymieniać rodzaje teatrów, do klasy weszła blondynka z mocno pomalowanymi oczami. – Przepraszam, czy to klasa Ic? Jestem Kathrine, nowa – Powiedziała formułkę najszybciej jak się dało. Nauczycielka przedstawiła dziewczynę klasie, i kazała znaleźć sobie jakieś miejsce. Ponieważ każdy z  kimś siedział, Kathrine musiała usiąść z Kaliną. Dziewczyny nie odezwały się do siebie słowem, jednak kiedy blondynka zauważyła szkice Kaliny, po raz pierwszy się do niej odezwała.
- Ładnie rysujesz - zaczęła Kathrine
- Dzięki. To pozwała mi odetchnąć.- odpowiedziała dziewczyna bez emocji w głosie. Przez resztę lekcji już się do siebie nie odzywały, dopóki pani nie zadała im pracy domowej w parach.
- Tak jak siedzicie, macie w parach przygotować szósty akt dramatu Juliusza Słowackiego „ Balladyna” Prace maja być oddane do wtorku. Dziewczyny spojrzały na siebie, i umówiły się u Kathrine o 14:30
   Kalina stała przed domem swojej nowej „ Koleżanki”. Był on biały z kremowymi detalami. Zupełnie nie pasował do Kathirine. Podeszła do drzwi, i zadzwoniła. Drzwi prawie od razu się otworzyły, jakby dziewczyna tylko czekała na przyjście Kaliny. – Wejdź- powiedziała na w pół szepcząc. Środek domu wyglądał podobnie jak  zewnętrze. Wszędzie było jasno. Dziewczyny w milczeniu przeszły do pokoju właścicielki tej wielkiej rezydencji. Był on wyróżniający się od reszty, co dało się zauważyć po samych drzwiach na których widniał napis „ NIE WCHODZIĆ”. Ściany były pomalowane na fioletowo, a wszystkie okna zasłonięte, więc w pokoju panował półmrok. Kalina świetnie się w nim czułą.
- Ładny pokój. Taki…ciemny. – Odezwała się brunetka.
- Dzięki. To co? Bierzemy się do pracy?
-Pewnie
    Zaczęły rozmawiać na temat swoich pomysłów. Bardzo miło im się rozmawiało. Miały wspólne zainteresowania. W końcu Kalina zaczęła jej opowiadać o swoich problemach.. O tym, ze każdy jej się podlizuje dla kasy, że nie ma przyjaciół. Z każdym słowem czuła , ze ciężar na jej barkach staje się coraz lżejszy.  Rozmawiały tak całą noc, dopóki Kalina nie musiała wracać do domu.

   Dzisiaj dziewczyna obudziła się bez krzyku. Nie śniły jej się koszmary Nie miała ochoty płakać. Po raz pierwszy od kilku lat się wyspała. Nie wiedziała czemu. Po prostu dobrze się czuła. Z uśmiechem zeszła na śniadanie, i równie radosna poszła do szkoły. W szkole nie siedziała w kącie, a rozmawiała cały czas ze swoją nową przyjaciółką. I wtedy zrozumiała, że to dzięki niej nie miała koszmarów. Ktoś ją polubił, zaakceptował. Komuś się zwierzyła, zrzucając z barków tak wielki ciężar codziennego życia. A więc to prawda- Pomyślała- jeśli masz osobę, z którą możesz porozmawiać i się jej zwierzyć przejdziesz przez życie szczęśliwy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

A to taka krótka notka, która kiedyś napisałam. Mam nadzieje, że przypadnie wam do gustu :) Zapraszam do komentowania :)

Oszukana- Prolog i rodział I

 Rok 3000. Świat zalany wodą. Wszędzie ruiny. Śmierć czuć dookoła. Jedynie kilka tysięcy ludzi z różnych stron świata zdołała się ukryć i żyje teraz na terenie trzech obszarów: Pustkowia, Wodospadu i Lasu Rozdroży. W każdym z nich panują inne zasady i prawa. Ten, kto chce przeżyć, musi zawsze się do nich stosować. Jest też miejsce najbardziej oddalone od trzech zamieszkanych. To wąwóz rozpaczy. Właśnie tam zsyła się wygnańców. Każda próba ucieczki stamtąd  jest jak wydany samemu sobie wyrok śmierci.

ROZDZIAŁ I

 Obudził mnie krzyk dochodzący z zewnątrz. Przeraziłam się. A co jeśli to wojownicy wkroczyli na teren pustkowia, by znów porwać dzieci do wojska? Przecież one nie dałyby sobie rady na obszarze Wąwozu. Szybko zerwałam się z łóżka, żeby sprawdzić, co było przyczyną tego krzyknięcia. Kiedy wyszłam z pokoju, o dziwo byłam jedyną osobą na nogach. A może zwyczajnie to mi się przyśniło? Chciałam wrócić do łóżka , jednak krzyk  się powtórzył. Nie zostałam temu obojętna. Szybko włożyłam buty i wyszłam na zewnątrz. Nie zauważałam nic specjalnego, ale wrzask usłyszałam jeszcze kilkakrotnie. Starałam się wyczuć, skąd on dokładnie dochodzi. Po chwili myślenia udało mi się stwierdzić, że dobiega on z zachodniej części rynku pustkowia. Pobiegłam w tamtą stronę, gdyż byłam ciekawa, a zarazem przerażona, co wydaję tę wrzaski. Nagle zauważyłam moja najlepszą przyjaciółkę, Sierrę. Byłam ciekawa, co tu robi. Podeszłam do niej, ale wtedy zaczęła jeszcze głośniej krzyczeć. Musiałam to jakoś znieść. Zaciągnęłam ją do jej domu. Kiedy w końcu się uspokoiła, była trzecia nad ranem. Powolnym krokiem wróciłam do mojego domku, ale zanim zdążyłam zasnąć, zaczęło wschodzić słońce. W takich warunkach nie uśniesz! No nic, musiałam iść do szkoły, więc zwlekłam się z łózka, a następnie poszłam wsiąść prysznic. Na pustkowiu ludzie nie mają ciepłej wody, więc musiałam zadowolić się letnią. Bo krótkim i rozbudzającym prysznicu ubrałam się w sukienkę do kolan. Była biała, jak każdej dziewczyny w szkole. Nasze mundurki nie było bardzo oryginalne. Po drodze do szkoły spotkałam  Sierrę. Jak ci się spało?- Spytała niewinnym głosem. Cisnęło mi się na język, żeby odpowiedzieć jej, ze świetnie, tylko nie spałam przez nią prawie całą noc, ale powstrzymałam się, i odpowiedziałam spokojnie, że świetnie. Pełna nerwów poszłam do szkoły razem z moją przyjaciółką.
   Godzina 13:40. Koniec lekcji. Teoretycznie wolność. Wracam z Sierrą do domu. Na rozwidleniu dróg żegnamy się, i każda odchodzi w swoją stronę. Jeszcze tylko lekcje, i mogę zacząć się opiekować bratem. Świetnie, co nie?
  Lekcje zrobione, brata nie ma. Więc co robić? Monotonność zaczyna się  już nudzić mi i nie tylko. Muszę po raz setny sięgnąć po tą samą książkę. Na pustkowiu nie mamy ich wielu, a że ja ubóstwiam czytać, to wszystkie mam. Tą, którą mam ochotę zawsze czytać, jest książka o wszystkich 4 miejscach świata.: Las jest moim ulubionym. Ludzie wydają się być tam tacy szczęśliwi. Nie to co w tej dziurze. Wodospad też nie wydaje się zły. Wszystko lepsze niż Wąwóz rozpaczy. Niestety, musiałam przerwać lekturę, ponieważ brat wrócił ze szkoły.
   -Pora  wyjść na dwór – powiedziałam dziecinnym głosem do młodszego brat, który siedział na łóżku, i bawił się żołnierzykami
- Ale jest za gorąco…
-Co ty gadasz?! Jest środek wiosny! W sam raz pogoda! Czemu nie chcesz wyjść?
 - Bo Ivan dziś mówił w szkole, że żołnierze mają przyjść, i znów zabrać dzieci do wojska, a ja nie chce tam iść!
- to ivan jest durniem. Nikt po ciebie nie przyjdzie… Nie bój się. Choć się pobawić, i nie przejmuj się Ivanem- powiedziałam z entuzjazmem w głosie, chociaż wcale nie miałam pewności. Żołnierze zawsze mogli przyjść i kogoś zabrać do wąwozu, do wojska. Nie chciałam jednak, żeby Brian zaprzątał tym sobie głowę. On miał dopiero 8 lat.
Patrzenie na wszystkie te dzieciaki biegające po placu było rozkoszne. Nasz plac nie był jakiś mega wielki. Dwie huśtawki, zjeżdżalnia i małe drabinki. Nie było nam potrzebne nic więcej. Po godzinie pewnie padła bym z nudów, gdyby nie Sierra. Patrzenie na to, jak dzieci biegają, robi się nudne, jeśli się to przedawkuje. Z przyjaciółką mogłam gadać godzinami. Nie ważne na jaki temat, nie ważne gdzie. Kiedy miałam problem, potrafiła mi doradzić . Brakowało jej jednej cechy: samozaparcia. Kiedy ja coś chciałam, zrobiłabym wszystko, żeby to osiągnąć, A Sierra wolała ustąpić. Próbowałam jej tłumaczyć, ze tak do niczego w życiu nie dojdzie. Jednak jej nic się nie dało wbić do głowy. Cóż za ironia: Nie umie postawić na swoim, a jednak nie słucha, co mam jej do powiedzenia na jej temat. Ale tak czy siak, byłą dla mnie jak siostra. Zanim się zorientowałyśmy, byłą już 20:30. Briana nie było na placu. Gdzie ten szczyl znów polazł!? Zaczęłam latać po całym placu jak opętaną, szukając go wszędzie. Nigdzie go nie było. Rzuciłam się pędem do domu, żeby powiedzieć o tym incydencie mamie. Kiedy weszłam, zboczyłam mojego brata, leżącego sobie w łóżku. Miałam ochotę go wtedy zabić, za to, jakiego starach mi napędził, i nie zrobiłam tego, ponieważ nasza mama siedziała w pokoju obok.
 Trzecia w nocy, brak krzyków, dobry znak. Nie mogłam zasnąć przez wczorajsze wydarzenia. Siedziałam z latarką pod kołdrą, która nie dawała żadnego efektu zmniejszenia widoczności światłą, i czytałam o wodospadzie. O mój boże, jak bym chciała tam mieszkać! Wszyscy tak pięknie poubierani, tak weseli. I te piękne krajobrazy! Aż zapierało mi dech w piersiach. Kiedy słyszałam jakieś kroki, od razu musiałam gasić latarkę, i udawać , że śpię. Była godzina policyjna., a świecenie po całym domu, było złamaniem jej. Za to był jeden punkt. Za dwadzieścia, zsyłali cię do wąwozy, na wygnanie. Niby tylko jeden punkt, ale wole nie ryzykować. Przez ciągłe zgaszanie i zapalanie latarki, nie mogłam się skupić na pięknem tego magicznego miejsca. Powoli odczuwałam zmęczenie, więc odłożyłam lekturę, i odpłynęłam do błogiej krainy snów.
   

- Mercedes, wstawaj! – Usłyszałam krzyki mojego brata, który biegł w moja stronę – Już wpół do ósmej!
- CO???- Wrzasnęłam na cały dom, i szybko zerwałam się z łóżka. Czemu ten mały szczyl tak późno mnie obudził.? Przez niego się spóźnię do szkoły! Szybko się ogarnęłam. Prze drzwi wrzasnęłam do Braina, że go dopadnę. Musiałam biec do budy i czesać się jednocześnie. Chyba nigdy nie biegłam tak szybko! Kiedy usłyszałam dzwonek, byłam 50 metrów od zakładu karnego, który nazywają szkołą. Przyśpieszyłam jeszcze bardziej, i dotarłam przed klasę w ciągu 20 sekund. Pędem poprawiłam mundurek, i stałam tak, dopóki nie usłyszałam nazwiska Hawk. Wtedy wparowałam do klasy, i wrzasnęłam –Jestem!- No co? Efektowne wyjście musi być. Usiadłam do ławki, zadowolona, ze zdążyłam na czas.
-No dobrze- zaczęła nauczycielka- To teraz proszę wszystkich o oddanie mi swoich eseji. No jasne, wiedziałam, ze czegoś zapomniałam. Musiałam szybko wymyśleć jakieś usprawiedliwienie.
-Pani Smith. Niestety, ale nie mam mojego eseju- Powiedziałam najszybciej jak mogłam.
- A czemóż to?
- Ponieważ brat mi go porwał, i zrobił z niego masę na jakąś figurkę..
- Mercedes, tego już za wiele. Wpadasz do klasy jak obłąkana, i jeszcze nie masz swojej pracy domowej. Musze porozmawiać z twoją matką.
- Proszę, nie.
- Przykro mi, ale nie mam wyjścia. Po lekcjach masz zostać, a ja w między czasie zadzwonię do twojej matki.
To mi popsuło nastrój. Matka bywa surowa, jeśli zbieram złe oceny. A wszystko przez tego gówniarza! Czemu to ja mam być karana, za to, co on robi? Nienawidzę być tą starszą.
   Koniec lekcji. Musze czekać, aż mama skończy prace, żeby mogła przyjechać na rozmowę o mnie. Nie potrzebnie zawracają jej głowę. Tak czy siak ma wystarczająco dużo zmartwień. Po śmierci ojca nie jest jej lekko. Źle się czuje z tym, ze prze ze mnie cierpi. Kiedy tak rozmyślałam usłyszałam stukot obcasów, a zza zakrętu korytarza wyłoniła się moja mama. Widać było nerwy na jej twarzy. Rzuciła na mnie gniewne spojrzenie, i wparowała do biura dyrektorki. Co chwila słyszałam jakiś wrzask, lub walnięcie pięścią o biurko. Po 20 minutach ostrej jak sądzę wymiany zdań moja matka wyszła z gabinetu, krzyknęła – mercedes, idziemy stąd!- i ruszyła przed siebie. No świetnie, kurna , świetnie. Czeka mnie kazanie w domu. Powolnym krokiem ruszyłam za moją rodzicielką.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Tak, jeśli kojarzycie to skądś to dlatego, ze pisałam już bloga, z tym opowiadaniem, ale teraz nie mam nastroju, by pisać tylko to. Więc nie, to nie plagiat. A tak poza tym, zapraszam do komentowania :)

Co i jak na moim blogu

Hejka. Ten blog powstał na zupełnym spontanie. Ogólnie, będą tu zamieszczane moje opowiadania. Obojętne jakie.Wszystko co napisze. Lubie pisać, i stwierdziłam, ze warto podzielić sie tym ze światem. Tak więc, jeśli lubisz czytać wszystko, albo i jeden konkretny typ książek. Wpadaj co jakiś czas, ponieważ ja piszę wszystko :) Tyle na razie
pa :)